Miesiąc: Czerwiec 2019

Podwójne życie Kościoła

Była to jedna z najgłośniejszych i najbardziej wyczekiwanych książkowych premier 2019 roku. „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie” ukazała się we wszystkich najważniejszych językach świata równocześnie, z miejsca trafiając na szczyty list bestsellerów. Autor Frédéric Martel, francuski reporter i socjolog, idealnie wybrał moment publikacji. Premiera książki zbiegła się w czasie z synodem biskupów w sprawie pedofilii, a na czołówki gazet co i rusz trafiały seksualne skandale i nadużycia z udziałem duchownych. Kościół katolicki dawno nie miał tak złej prasy. A książkę Martela potraktowano jako kolejny, mocny głos w dyskusji o nieprawościach ludzi Kościoła. Autor zajrzał bowiem za kulisy Watykanu, odsłonił usilnie strzeżone tajemnice i zaprezentował bulwersującą dla wielu prawdę.

Watykańska szafa gejów

Publikację książki poprzedziło solidne, kilkuletnie dziennikarskie śledztwo, jakie Martel prowadził w 30 krajach. Rozmawiał z dziesiątkami kardynałów, setkami biskupów i księży, z których wielu odważyło się odsłonić watykańskie sekrety. Efektem tych rozmów jest szokujący dla katolików wniosek, płynący z publikacji Martela. Otóż jego zdaniem przytłaczająca większość watykańskich duchownych (nawet 70-80 proc.) to geje, w dodatku aktywni seksualnie.

Autor serwuje dość logiczne wytłumaczenie tej sytuacji. Twierdzi, że w dwudziestowiecznej Europie, a zwłaszcza we Włoszech, dla wielu młodych mężczyzn o orientacji homoseksualnej stan kapłański wydawał się najrozsądniejszym wyborem życiowej drogi. Zapewniał wysoki prestiż, zwalniał z obowiązku zakładania rodziny, a przy tym umożliwiał rozwijanie zainteresowań intelektualnych czy pracę naukową. Największe możliwości dawała kuria rzymska i właśnie tam – zdaniem autora książki – trafiali najbardziej ambitni księża-geje, a z czasem także ich sympatie i kochankowie. Co oczywiście nie przeszkadzało im wszystkim publicznie potępiać praktyk homoseksualnych, do czego przecież zobowiązuje doktryna Kościoła.

Skrajne reakcje czytelników

„Sodoma…” natychmiast po publikacji obudziła gorące dyskusje i spory. Jedni docenili Martela za solidną pracę dziennikarską, za odwagę i bezkompromisowość w głoszeniu ostrych sądów. Inni zarzucili mu publikację kłamstw, niedopowiedzeń i formułowanie zbyt daleko idących wniosków. Co ciekawe, nawet sama osoba autora stała się powodem małej wojny. Martel nie ukrywa bowiem swojego homoseksualizmu, otwarcie się do niego przyznaje. Czy to atut, czy obciążenie dla jego publikacji? Dowód obiektywizmu czy może uprzedzeń? Również i w tym wypadku zdania były krańcowo rozbieżne. Jak widać książka Frédérika Martela wpisała się idealnie w definicję skandalizującej lektury, nie pozostawiając czytelników obojętnymi i budząc skrajne emocje.

 

Niedosyt hormonów szczęścia

Premiera każdej powieści współczesnego francuskiego pisarza Michela Houellebecqa uznawana jest za wydarzenie literackie. Tak jest i tym razem. NajnowszaSerotonina” już dostała etykietkę kolejnej, trafnej diagnozy naszych czasów. Tak jak wszystkie powieści tego autora, wyławia sprawy istotne dla dzisiejszego człowieka i przedstawia je w sposób wybitnie niepoprawny politycznie, na granicy skandalu. Tutaj na pierwszym planie rozgrywa się dość groteskowa historia mężczyzny z depresją, a w tle mamy gorzkie refleksje – wieszczenie zagłady Unii Europejskiej, kryzysu liberalnych wartości, upadku człowieka Zachodu.

Cierpienia w luksusie

Główny bohater to 46-letni Florent-Claude Labrouste. Poznajemy go w momencie, kiedy w jego zasobnym, raczej szczęśliwym życiu następuje dramatyczna zmiana. Zapada na depresję. I to tak silną, że musi zrezygnować z pracy. Przez jakiś czas może żyć z oszczędności, bo dotąd świetnie zarabiał na rządowej posadzie w ministerstwie rolnictwa. Mieszka w luksusowym penthausie, jeździ terenowym mercedesem, lato spędza w swoim domu w Hiszpanii, a za partnerkę ma młodziutką, atrakcyjną Japonkę. I choć prowadzi życie godne zazdrości, to w końcu przestaje mu ono wystarczać.

Rzuca wszystko i wyrusza w dziwną włóczęgę, odwiedzając miejsa, które kiedyś były dla niego ważne, próbując dociec, skąd nagle wzięło się w nim tyle smutku? Dlaczego nie jest szczęśliwy? Usiłuje znaleźć odpowiedź na to pytanie. Z jednej strony lustruje uważnie zakamarki swojej duszy. Z drugiej – kpi niemiłosiernie z siebie i wyszydza wszystkie zrodzone w luksusach nieszczęścia. Pogrąża się w beznadziei, a przy życiu trzymają go jedynie tabletki Captorix, zwiększające we krwi stężenie serotoniny-hormonu szczęścia (stąd też tytuł powieści).

Prorok współczesności

Na pierwszym planie tej powieści mamy zatem bohatera doprowadzonego do rozpaczy swoim konsumpcyjnym życiem. Na drugim jest  francuska wieś, gdzie również źle się dzieje. Prowincja pogrążona jest w totalnym kryzysie na skutek polityki gospodarczej Unii Europejskiej. Bohater nie znajdzie tam spokoju, bo krainę jego dzieciństwa dziś zdominowały protesty rolników, organizujących blokady na autostradach.

Wygląda na to, że Houellebecq znów popisał się swoim niezwykłym wyczuciem współczesności, z powodu którego niektórzy nazywają go prorokiem – przewidział bowiem bunt „żółtych kamizelek”, jaki naprawdę dotknął Francję. „Serotoninę” ukończył na chwilę przed tym, gdy w kraju wybuchły antyrządowe demonstracje, polegające głównie na blokowaniu dróg. To kolejny przykład, jak genialnie Huellebecq potrafi wyczuć atmosferę rzeczywistości. Najostrzej było to widać przy okazji publikacji jego poprzedniej powieści. „Uległość” opowiadała o Francji pod rządami szariatu. Swoją premierę miała 7 stycznia 2015 r. – był to dzień ataku islamskich terrorystów na redakcję pisma „Charlie Hebdo”, w którym zginęło kilkanaście osób.

 

Kopiowanie treści serwisu zabronione © 2019 Czytnik książek