Była to jedna z najgłośniejszych i najbardziej wyczekiwanych książkowych premier 2019 roku. „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie” ukazała się we wszystkich najważniejszych językach świata równocześnie, z miejsca trafiając na szczyty list bestsellerów. Autor Frédéric Martel, francuski reporter i socjolog, idealnie wybrał moment publikacji. Premiera książki zbiegła się w czasie z synodem biskupów w sprawie pedofilii, a na czołówki gazet co i rusz trafiały seksualne skandale i nadużycia z udziałem duchownych. Kościół katolicki dawno nie miał tak złej prasy. A książkę Martela potraktowano jako kolejny, mocny głos w dyskusji o nieprawościach ludzi Kościoła. Autor zajrzał bowiem za kulisy Watykanu, odsłonił usilnie strzeżone tajemnice i zaprezentował bulwersującą dla wielu prawdę.

Watykańska szafa gejów

Publikację książki poprzedziło solidne, kilkuletnie dziennikarskie śledztwo, jakie Martel prowadził w 30 krajach. Rozmawiał z dziesiątkami kardynałów, setkami biskupów i księży, z których wielu odważyło się odsłonić watykańskie sekrety. Efektem tych rozmów jest szokujący dla katolików wniosek, płynący z publikacji Martela. Otóż jego zdaniem przytłaczająca większość watykańskich duchownych (nawet 70-80 proc.) to geje, w dodatku aktywni seksualnie.

Autor serwuje dość logiczne wytłumaczenie tej sytuacji. Twierdzi, że w dwudziestowiecznej Europie, a zwłaszcza we Włoszech, dla wielu młodych mężczyzn o orientacji homoseksualnej stan kapłański wydawał się najrozsądniejszym wyborem życiowej drogi. Zapewniał wysoki prestiż, zwalniał z obowiązku zakładania rodziny, a przy tym umożliwiał rozwijanie zainteresowań intelektualnych czy pracę naukową. Największe możliwości dawała kuria rzymska i właśnie tam – zdaniem autora książki – trafiali najbardziej ambitni księża-geje, a z czasem także ich sympatie i kochankowie. Co oczywiście nie przeszkadzało im wszystkim publicznie potępiać praktyk homoseksualnych, do czego przecież zobowiązuje doktryna Kościoła.

Skrajne reakcje czytelników

„Sodoma…” natychmiast po publikacji obudziła gorące dyskusje i spory. Jedni docenili Martela za solidną pracę dziennikarską, za odwagę i bezkompromisowość w głoszeniu ostrych sądów. Inni zarzucili mu publikację kłamstw, niedopowiedzeń i formułowanie zbyt daleko idących wniosków. Co ciekawe, nawet sama osoba autora stała się powodem małej wojny. Martel nie ukrywa bowiem swojego homoseksualizmu, otwarcie się do niego przyznaje. Czy to atut, czy obciążenie dla jego publikacji? Dowód obiektywizmu czy może uprzedzeń? Również i w tym wypadku zdania były krańcowo rozbieżne. Jak widać książka Frédérika Martela wpisała się idealnie w definicję skandalizującej lektury, nie pozostawiając czytelników obojętnymi i budząc skrajne emocje.